Cena Warhammer Armageddon ujawniona
- Pan Modelarz
Producent: Games Workshop
Kod produktu: 40-01
Premiera: 20.06.2026
Cena: 829 zł – 900 zł
Stało się. Kurz po majowej prezentacji zawartości nowego starter boxa do 11 edycji Warhammera jeszcze dobrze nie opadł, a tu właśnie wylądowały oficjalne i już potwierdzone informacje dotyczące tego, co najbardziej mnie i Was interesuje, czyli cena zestawu Armageddon. Nieco ponad miesiąc temu pisałem o moich domysłach dotyczących ceny (11 edycja Warhammera oficjalnie zaprezentowana), i całe szczęście wiele się nie pomyliłem w swoich domysłach.
Jeżeli czytaliście mój poprzedni wpis dotyczący Armageddonu, to doskonale wiecie, że moje oczekiwania zostały mocno zweryfikowane przez rzeczywistość. Liczyłem na absolutną petardę, potężne tomiszcze z zasadami i lore oraz dodatki, które wgniotą mnie w fotel. W końcu był to zestaw zapowiadany, jako największy w historii.
Zamiast tego dostaliśmy figurki typu push-fit, okrojone książki i brak podstawowych akcesoriów w postaci calowych miarek i kostek do gry. Mimo to tliła się we mnie jeszcze iskierka nadziei, że Games Workshop zrekompensuje te braki rozsądną wyceną. I właśnie dzisiaj wszystkie karty zostały wyłożone na stół. Pora sprawdzić, czy spotkało mnie kolejne rozczarowanie.
Czerwcowa data premiery nie jest już tajemnicą
Zacznę od pierwszej dobrej wiadomości. GW w końcu przestało bawić się w kotka i myszkę i podali już konkretny dzień, w którym na sklepowych półkach pojawi się Armageddon. Zgodnie z moimi przypuszczeniami, machina marketingowa ruszyła już pełną parą i na premierę nie będziemy musieli już długo czekać, bo ta ma nastąpić już sobotę 20 czerwca 2026 roku.
Dla wszystkich graczy i fanów uniwersum Warhammer 40,000 oznacza to jedno: czas wyciągnąć z szuflad cążki, szykować podkłady i powoli planować już strategię malowania dla nowych armii.
Cena Warhammer 40,000 Armageddon
Nie przedłużając, przejdźmy do tego, co jest najbardziej interesujące, czyli ceny, jaką przyjdzie nam zapłacić za przyjemność otwarcia tego pudła. Oficjalne widełki cenowe dla polskich sklepów zostały ustalone na poziomie od 829 do 900 złotych (w zależności od rabatów w waszych lokalnych sklepach).
Pamiętacie, co pisałem poprzednio? Wspominałem wtedy, że każda cena przekraczająca 800 – 900 zł będzie ze strony GW przejawem sporej bezczelności, a tysiąc złotych uznam za plucie fanom w twarz. No i cóż… producent ustawił poprzeczkę dokładnie na tej granicy, przy której spora liczba osób zaczyna się wahać przed zakupem.
Słyszałem już sporo opinii, które wyrażają niemałe zdziwienie tak wysoką ceną, jaką przyjdzie nam zapłacić i… przyznam szczerze, że nie rozumiem tego oburzenia. Zestaw Leviathan w momencie swojej premiery kosztował w okolicach 750 – 800 złotych. Minęły 3 lata, ceny wszystkich surowców poszły do góry, koszty produkcji wzrosły itp. Według mnie wzrost ceny w stosunku do poprzednika o 30 – 80 zł, to tyle, co nic.
Mam wrażenie, że jest to narzekanie malkontentów, którzy zawsze marudzą na podwyżki cen zestawów, które wynoszą 3 – 4 zł. Jakby się nad tym zastanowić, to co za różnica, czy za jakiś nowy oddział zapłacisz 200, czy 204 zł. Jeżeli korzystasz z promocji w lokalnych sklepach, to tak naprawdę taka podwyżka cię nie dotyczy.
Wracając jednak do samej ceny, to z jednej strony cieszę się, że nie przebili tej psychologicznej bariery tysiąca złotych, co przy obecnych trendach inflacyjnych i polityce cenowej Games Workshop wcale nie było takie nierealne. Z drugiej strony – kwota ponad 800 złotych za starter, który został tak drastycznie wykastrowany z fizycznych dodatków, pozostawia pewien niesmak.
Za i przeciw boxowi startowemu Warhammer 40,000: Armageddon
Spójrzmy na sucho na to, co dostajemy w tej cenie. Dostajemy 61 figurek, z czego Orkowie wyglądają wręcz obłędnie (ten Big Mek Dakkarig czy Wartrakk to absolutne mistrzostwo projektowe). Wizualnie ta armia broni się sama i rozumiem, dlaczego gracze zielonoskórych są nimi tak zachwyceni.
Blood Angels też mają swoje plusy, chociaż w ich przypadku czuję lekki niedosyt kreatywny. Sporo do życzenia pozostawia też montaż figurek ze względu na system push-fit. Dla osób zaczynających przygodę z hobby jest to świetna sprawa, jednak dla weteranów oznacza to mniejsze możliwości konwersji, monotonne pozy i częste problemy z idealnym spasowaniem elementów bez obcinania bolców montażowych.
Do tego dochodzi kwestia literatury, która została bardzo okrojona. Dostaniemy miękką książeczkę z samymi zasadami oraz lore grubości zwykłego kodeksu armijnego (i nie mam tu na myśli kodeksu Space Marines). Gdzie podziały się czasy świetnego, oprawionego w twardą okładkę Core Booka, którego sama obecność na półce usprawiedliwiała wydanie każdej złotówki na ten zestaw.
Games Workshop tłumaczy to „wygodą i kompaktowością na turniejach”. Ja to nazywam po imieniu: cięciem kosztów produkcji pod płaszczykiem dbania o ergonomię gracza. No i ten permanentny brak kości oraz miarek… Serio!? Przy cenie przekraczającej 800 zł poskąpili garści plastikowych kostek, które w produkcji kosztują pewnie kilkanaście groszy? Może to też tłumaczą sobie wygodą i kompaktowością w pudełku.
Czy warto kupić Warhammer 40,000: Armageddon?
Ja swój zestaw startowy kupię na pewno, ale jestem trochę rozdarty. Z jednej strony będzie to mój pierwszy zestaw startowy, który zakupiłem, ale mój pierwotny entuzjazm, który towarzyszył mi przez ostatnie pół roku, mocno wyparował po analizie zawartości. Z drugiej strony cena, choć wysoka i niemal ocierająca się o górną granicę mojej tolerancji, nie okazała się tym najgorszym scenariuszem powyżej tysiąca złotych.
Dodatkowo Orkowie po Space Marines i Nekronach, to moja 3 armia, którą chciałbym rozbudować, więc czysto matematycznie, kupując te modele osobno w przyszłości (gdy już wyjdą w normalnych, wieloczęściowych pudełkach), zapłaciłbym zapewne dwa razy tyle.
Podsumowując: jeżeli tak jak ja nie załapaliście się na Leviathana z 10 edycji i czujecie potężny głód wejścia w coś nowego od samego początku, Armageddon w cenie 829 – 900 zł jest propozycją, którą ostatecznie da się przełknąć, bez zaciskania zębów. Nie jest to jednak okazja stulecia ani „największy zestaw w historii”, jak próbowali nam to wmówić spece od marketingu. To po prostu poprawnie skrojony, drogi produkt, który kupujemy głównie dla plastiku, przymykając oko na resztę niedociągnięć wydawniczych.
Dajcie mi znać, jakie jest Wasze zdanie. Czy cena na takim poziomie przekonała Was do złożenia preorderu, czy może oficjalnie pasujecie i czekacie na osobne wydania swoich ulubionych jednostek? Chętnie się dowiem, czy Wasz entuzjazm też został nieco wystudzony.